sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 7.


  Siedzieliśmy z chłopakami przed zgromadzoną widownią, która wykrzykiwała nasze imiona. W studiu panował taki gwar, że  przez chwilę zacząłem wątpić w to, że cały ten wywiad się odbędzie. Po dłuższej chwili wszystko zaczęło się jednak uspokajać. Podeszła do nas młoda brunetka, która przywitała się z nami, cały czas szeroko się uśmiechając. Zamieniła z nami kilka słów, po czym rozsiadła się wygodnie w fotelu naprzeciwko nas i ręką dała znak ekipie, że możemy zaczynać. 
  - Piski i krzyki towarzyszą im cały czas. To właśnie one oznaczają, że gdzieś w pobliżu pojawiło się One Direction! - dziewczyna uśmiechnęła się do kamery. - Wszystko to, co się teraz wokół nich dzieje, jest zadziwiające. Od kiedy stali się grupą, trudno ich przeoczyć. Dla tych, którzy ich jeszcze nie znają, przedstawiamy: Harry Styles, Liam Payne, Niall Horan, Zayn Malik i Louis Tomlinson - wskazywała na nas po kolei, a my kiwaliśmy głowami i szeroko się uśmiechaliśmy. - Nie noszą identycznych ciuchów, nie tańczą, nie stawiają na perfekcję. Lubią razem ze znajomymi napić się piwa i od czasu do czasu pójść na dobrą imprezę. Jednak gra ma nadal te same zasady: sprawić, by nastolatki szalały na ich punkcie. Zobaczmy, co oni maja nam do powiedzenia na ten temat - dziewczyna przekręciła kartkę na drugą stronę. - One Direction osiągnęło światową sławę w zaledwie kilka miesięcy. Jesteście zaskoczeni własnym sukcesem? - spojrzała na nas.
  - Gdyby to, co się wydarzyło, nie robiło na tobie wrażenia, coś byłoby z tobą nie tak. Zyskaliśmy więcej, niż mogliśmy sobie wymarzyć - odezwał się Harry.
  - Powiedzcie nam, co sprawia, że One Direction jest inne od reszty boysbandów? - tym razem wzrok brunetki zatrzymał się na mnie. Nabrałem powietrza, układając sobie wypowiedz w głowie.
  - Nie chcemy, by ludzie mieli nas za typowy boysband. Nie będziemy tańczyć wyuczonych układów, czy zakładać na siebie identycznych ciuchów. Kiedyś nawet ubrali nas w podobne stroje, ale kiedy na siebie spojrzeliśmy, od razu powiedzieliśmy „Nie ma mowy!” - zaśmiałem się. - To byłoby nie fair wobec naszych fanów, bo udawalibyśmy kogoś, kim nie jesteśmy. Nie chcemy wyglądać identycznie na scenie, bo przecież w normalnym życiu każdy z nas jest zupełnie inny.
  - Kwestie ubioru mamy już wyjaśnioną, ale co z tańcem? Chodzi o to, że nie chcecie, czy nie potraficie tańczyć?
  - Chyba to i to. Myślę, że wyglądamy jak kretyni, kiedy tańczymy - Louis popatrzył w moją stronę. „Rozumiem, że to było o mnie…” Bądźmy szczerzy, taniec nie był moją najmocniejszą stroną i byłem tego w pełni świadomy.
  - A jak funkcjonujecie w grupie? W One Direction panuje demokracja? - dziewczyna przeniosła swój wzrok na Nialla, który szeroko się do niej uśmiechnął.
  - Tak, w stu procentach demokracja. Jeśli mamy coś do uzgodnienia, po prostu głosujemy. Zazwyczaj wszyscy się ze sobą zgadzamy.
  - Właśnie zakończyliście swoją pierwszą, poważną trasę koncertową Up All Night. Jak się z tym czujecie?
  - Nadal jesteśmy tym wszystkim bardzo podekscytowani i pomimo tego, że trasa dobiegła już końca, cały czas wydaje się nam, że to jakiś sen, z którego zaraz możemy się obudzić. Dopóki nie zaczęliśmy podróżować, chyba nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy rozpoznawani na ulicy nie tylko w Londynie, ale nawet w krajach Ameryki Północnej. To naprawdę niesamowite uczucie. Ludzie, których spotkaliśmy, byli wspaniali. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy mieli okazję się z nimi zobaczyć - uśmiechnął się Liam. „Chyba nikt nie musiał już nic dodawać…” 
  - Dwudziestego ósmego maja ukazało się też nagranie z waszej trasy „Up All Night - the live tour” - prezenterka pokazała okładkę płyty do kamery. - Chcieliście się w ten sposób zareklamować?
  - Nie, wcale nam o to nie chodziło - Harry pokręcił przecząco głową. - Chcieliśmy raczej dać możliwość obejrzenia koncertu osobom, które nie mogły pojawić się na nim osobiście. Dzięki temu nagraniu nasi fani mogą poczuć się prawie tak, jakby stali w pierwszych rzędach.
  - Rozumiem - dziewczyna pokiwała głową. - Z moich notatek wynika też, że ostatnio sfinansowaliście dobudowę skrzydła w jednym z domów dziecka. Czy to prawda?
  - Tak - Louis wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. - Okazało się, że jesteśmy całkiem dobrzy w malowaniu ścian.
  - Co masz na myśli? - dziewczyna przyjrzała mu się uważnie.
  - Nie chcieliśmy stać z boku i przyglądać się, jak ktoś inny wykonuje całą robotę, dlatego postanowiliśmy pomóc w takich sprawach jak malowanie, sprzątanie czy robienie zakupów. Może brzmi nudnie, ale naprawdę dobrze się przy tym bawiliśmy - przeczesał ręką włosy.
  - Jaką sumę na to przeznaczyliście? - brunetka spojrzała na nas pytająco.
  - Myślę, że to jest najmniej ważne… - odezwałem się. - Dla uśmiechu tych dzieciaków bylibyśmy gotowi przekazać na te budowę drugie tyle.
  - Chyba już wiem, za co oni - wskazała w kierunku publiczności - …tak bardzo was kochają. Jesteście naprawdę niesamowici - westchnęła, zwracając twarz w kierunku kamery. - Teraz czas na krótką przerwę, a tuż po niej dalsza część wywiadu. Nie odchodźcie od telewizorów…


  - Dzień dobry! - weszłam do gabinetu tuż za Kathy. Wujek dał nam jednak znak, żebyśmy choć przez moment były cicho. Po jego minie widać było, że rozmawiał z kimś ważnym. „I o czymś ważnym…”
  - Tak, tak… - pokiwał głową. - Myślę, że to najlepsze rozwiązanie… W takim razie będę czekał… Do widzenia - odłożył telefon. - Czy wy kiedykolwiek nauczycie się pukać? - wstał z miejsca, delikatnie się uśmiechając, po czym uściskał nas i razem z Kathy rozsiadł się na kanapie. - Aż tak tęskniłyście?
  - Za tobą zawsze - uśmiechnęłam się do niego, siadając w moim ulubionym fotelu. 
  - Może napijecie się herbaty albo kawy? - wujek zaczął podnosić się z miejsca, ale Kathy zatrzymała go, chwytając za rękę.
  - Nie - uśmiechnęła się, kręcąc przecząco głową. - Piłyśmy tuż przed wyjściem z domu.
  - Ale może…
  - Lepiej powiedz nam, co u ciebie? - przerwałam mu.
  - Cały czas myślę o tym, żeby jeszcze raz podziękować chłopakom - westchnął. - To co zrobili dla naszego domu dziecka… Nie dość, że przekazali na to tyle pieniędzy, to jeszcze przy tym wszystkim pomagali. To piątka naprawdę niesamowitych chłopaków - jakby na potwierdzenie swoich słów pokiwał głową. - Jestem im ogromnie wdzięczny…
  - Wujku, myślę, że oni o tym wiedzą - uśmiechnęłam się. 
  - A co u was? - zmienił nagle temat.
  - Nareszcie wolne - Kathy roześmiała się, opierając głowę o jego ramię. - Ten, kto wymyślił wakacje, musiał być prawdziwym geniuszem. 
  - A wy zamiast odpoczywać, przychodzicie tutaj i marnujecie swój czas… - westchnął.
  - Robimy to z własnej woli, wujku - przewróciłam oczami. - Poza tym teraz będziemy miały tyle wolnego czasu, że starczy nam go zarówno na wizyty tutaj, jak i na inne rzeczy…
  - Na przykład na chodzenie na randki z członkiem słynnego boysbandu… - Kathy uśmiechnęła się szeroko w moją stronę.
  - To nie była żadna randka - wydukałam.
  - Jaka randka? Czemu nic o tym…
  - To nie była żadna randka - powtórzyłam głośniej, przerywając wujkowi.
  - Gadanie - Kathy machnęła ręką. - Jak tak dalej pójdzie, to niedługo będziemy mieli w rodzinie wielką gwia… 
  - Na nas już czas - przerwałam jej, podnosząc się z miejsca. - Dzieciaki czekają - pociągnęłam ją za rękę w kierunku drzwi.
  - Do zobaczeni później? - Kathy spojrzała pytająco na wujka.
  - Właśnie… - westchnął, podnosząc się z miejsca i podchodząc do nas. - Przykro mi, ale dziś nie będę mógł przyjść do was na tą kolację - powiedział, przytulając moją siostrę. - Może jutro?
  - Jasne - uśmiechnęłam się, całując go w policzek. - To do jutra - chwyciłam za klamkę.
  - Dziewczynki! - zatrzymał nas w ostatniej chwili. - Mam dla was małą niespodziankę… 
  - Niespodziankę? - Kathy spojrzała na niego, delikatnie marszcząc czoło. 
  - Czeka w świetlicy - roześmiał się. 


  „Co tu się dzieje?” uśmiechnęłam się szeroko, słysząc głośne śmiechy i krzyki dzieciaków dochodzące zza ściany. „Tylko co ich tak bawi?” Otworzyłam drzwi świetlicy i razem z Sue weszłyśmy do środka. Widok, jaki tam zastałyśmy, zaskoczył chyba nas obie. Przed nami siedziała piątka chłopaków, których nie spodziewałyśmy się już tu spotkać. „Poprawka, oni nie siedzieli…” Niall budował z małym rudzielcem wysoką wieżę z klocków, Liam został bramkarzem i niby niechcący przepuszczał prawie każdy strzał na niedużą, plastikową bramkę małych piłkarzy, Harry brał udział w zaciętym wyścigu zdalnie sterowanymi samochodzikami, Zayn razem z kilkoma maluchami rysował coś przy stoliku, a Louis tańczył z drobną blondynką, która sięgała mu ledwo do pasa, podśpiewując coś pod nosem. Cały pokój wypełniony był głośnym śmiechem dzieciaków. „I nie tylko ich…”
  - Cześć - wydukałam. - Co wy…
  - Hej! - przerwał mi Harry i machnął ręką w naszym kierunku. - Wpadliśmy w odwiedziny do naszych przyjaciół.  
  -  A wy co tu robicie? - Niall szeroko się uśmiechnął, dokładając kolejny klocek do budowli. 
  - To co zawsze - Sue położyła na krzesełku swoją torebkę i dosiadła się do stolika, przy którym siedział Zayn. „Dlaczego mnie to nie dziwi?” zaśmiałam się pod nosem.
  - Ale dzisiaj to chyba nie jesteśmy tu potrzebne - westchnęłam teatralnie, nie widząc żadnego zainteresowania naszym przybyciem ze strony maluchów, ale już po chwili zostałam otoczona przez grupkę dzieci, które rzuciły mi się na szyję. - Cofam to, co powiedziałam. Jednak jesteśmy - zaśmiałam się, dając buziaka w policzek jednej z dziewczynek.
  - W zasadzie, to dobrze, że się spotkaliśmy, bo i tak mieliśmy do was zadzwonić - odezwał się Liam.
  - Do nas? Po co? - Sue nieznacznie zmarszczyła czoło.
  - Co robicie dziś wieczorem? - Louis wziął na ręce swoją partnerkę, która od razu się do niego mocno przytuliła. - Wpadliśmy na pomysł, żeby uczcić zakończenie prac. Co powiecie na grilla? - dodał.
  - Będą kiełbaski, zimne pi… - Harry zaciął się pod wpływem karcącego spojrzenia Liama. „Przy dzieciach nie mówimy o alkoholu…” - Zimne… Zimne pianki! - uśmiechnął się szeroko.
  - Pianki je się ciepłe, a nie zimne! - jeden z chłopców spojrzał na niego zdziwiony. - Trzeba wbić je na kijek i przytrzymać nad ogniem - dodał, a my wszyscy z trudem powstrzymywaliśmy się, żeby nie wybuchnąć śmiechem, widząc zakłopotaną minę Stylesa. „No to się wkopałeś…”
  - Naprawdę? - Harry udawał zaskoczonego. - Nie wiedziałem. Dzięki, dziś tak zrobię - uszczypnął go w nos. - To jak z tym grillem? - zwrócił się w naszą stronę, chcąc chyba zmienić temat.
  - Jestem za! - Sue uśmiechnęła się szeroko.
  - Ja niestety nie będę mogła przyjść… - westchnęłam. - Umówiłam się już na wieczór z Jamesem.
  - To zabierz go ze sobą - zaproponował Zayn. „To chyba nienajlepszy pomysł…”
  - Może innym…
  - Przestań się wykręcać. Nie możesz nam odmówić - przerwał mi Niall. - To jak? - spojrzał na mnie wyczekująco. - Bez obaw, nie będziecie jedynie w męskim towarzystwie. Dan i El już potwierdziły swoją obecność - zaśmiał się.
  - Dobra, przyjdziemy - powiedziałam po chwili, delikatnie się uśmiechając i jednocześnie zastanawiając, jak przekonam do tego Jamesa. „No cóż, czeka mnie trudne zadanie…”


  „Gdzie ona się podziała?” westchnęłam, otwierając kolejne szafki w poszukiwaniu dużej miski. Akurat wtedy, kiedy była mi potrzebna, zapadła się pod ziemię. „Jest!” Wyciągnęłam plastikowe naczynie zza kartonu z przyprawami. „Co ona tu robiła?” Postawiłam ją na stole, po czym zaczęłam wsypywać do niej odpowiednie składniki. Musiałam się czymś zająć, bo siedząc bezczynnie, wykończyłabym się zamartwianiem o to, jak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór. Kiedy godzinę temu przekonywałam Jamesa, byłam dużo bardziej pewna tego, że chcę tam iść. Teraz zaczynały nachodzić mnie wątpliwości. 
  - Co robisz? - moja siostra pojawiła się w kuchni ubrana w szlafrok i z głową zawiniętą w ręcznik. - Ciasto? - zajrzała mi przez ramię. - Po co?
  - Wypadałoby tam coś ze sobą zabrać, nie sądzisz? - spojrzałam na nią, unosząc jedną brew.
  - W sumie… - uśmiechnęła się. - I co, masz zamiar tak wyjść? 
  - A co, aż tak źle? - roześmiałam się, poprawiając fartuch. 
  - W tym rozciągniętym swetrze i roztrzepanych włosach prezentujesz się naprawdę świetnie - puściła mi oczko. - I jeszcze ten fartuszek w kropki… Wyglądasz jak prosto z wybiegu…
  - Zajmij się sobą - pokazałam jej język, zabierając się za mieszanie masy.
  - Sama już nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby tam iść - wydukała nagle, siadając na krześle przy stoliku.
  - Czekaj, czekaj… - udałam, że się nad czymś zastanawiam. - A kto pierwszy zgodził się na tego grilla? Niech pomyślę… Chyba ty - roześmiałam się. 
  - Bardzo śmieszne… Chłopacy to chłopacy, nimi się nie przejmuję, bo zdążyłam ich już trochę poznać. Chodzi o Danielle i Eleanor… Kiedy pierwszy raz je spotkałam, wydawały się naprawdę sympatyczne, ale… Sama już nie wiem - westchnęła. „Ta telepatia bliźniaczek to chyba jednak prawda…” Sue powiedziała na głos wszystko, co chodziło mi w tym momencie po głowie. 
  - Nie będzie tak źle - uśmiechnęłam się, nie będąc do końca pewna, czy powiedziałam to, by uspokoić Sue, czy samą siebie.
  - Mam nadzieję, bo… Ała! - pisnęła w momencie, kiedy dostała drewnianą łyżką w dłoń. „Kiedy ja rządzę w kuchni, nie pcha się łapek do lukru…”
  - Ty akurat nie masz się czym martwić. Zayn się tobą zajmie - roześmiałam się.
  - Co ty z…
  - Jedna randka już była - przerwałam jej. - Co prawda musieliśmy wam trochę pomóc, ale i tak się liczy - uśmiechnęłam się szeroko. - A dziś też byliście zajęci tylko sobą…
  - Przecież bawiliśmy się z dzieciakami - przewróciła oczami.
  - Tak, tak - poruszyłam komicznie brwiami. 
  - Wiesz co… - podniosła się z miejsca. - Idę się ogarnąć, bo mam cię już dość - ruszyła w stronę korytarza.
  - Tylko załóż coś sexy! - krzyknęłam za nią. - Dla Zayna! - roześmiałam się.
  - Spadaj! - wychyliła głowę zza ściany. - A ty nie powinnaś też zacząć się już szykować?
  - Zdążę…
  - To może ja ci pomogę i to dokończę, a ty leć się…
  - Nie… Poradzę sobie, spokojnie - „Jeszcze tego by brakowało…” Z doświadczenia wiedziałam, że moja siostra i kuchnia to nienajlepsze połączenie. 
  - Na pewno? 
  - Na pewno, na pewno! - uśmiechnęłam się. - Tylko uciekaj już się szykować, żebym miała zaraz wolną łazienkę…


  - Tak sobie pomyślałem… - zacząłem, siadając obok Zayna i momentalnie twarze pozostałych zwróciły się w moim kierunku. - Uważacie, że samo wykończenie tego skrzydła i jego wyposażenie coś zmienią?
- Chyba właśnie dlatego to robimy… Żeby coś się zmieniło… - Louis zmarszczył niepewnie czoło.
- Chodzi mi o to, że… - podrapałem się po głowie, zastanawiając, jak przekazać chłopakom wszystko to, co siedziało mi w głowie. - Te pieniądze, które przeznaczyliśmy na to wszystko do tej pory, pomogły im teraz, ale co będzie jutro? Nie uważacie, że przydałoby im się jakieś zabezpieczenie?
- Na mnie nie patrz! - Harry pokręcił głową. - Skończyły mi się - prychnął, a Niall, który do tej pory zajęty był przygotowywaniem grilla, od razu wybuchł głośnym śmiechem. „Styles i te jego żarciki…”
- Zayn, pożycz mi zapalniczki, bo te zapałki do niczego się nie nadają - Niall podszedł do Malika, gdy zauważył, że ten chwyta za paczkę papierosów. 
- Są ważniejsze sprawy niż jedzenie - Zayn zmarszczył czoło, chowając zapalniczkę do kieszeni. Horan wywrócił oczami i usiadł na brzegu kanapy.  - A masz już jakiś konkretny pomysł? - spojrzał na mnie, na co pokręciłem bezradnie głową.
- A gdyby tak… - Niall niepewnie się uśmiechnął.
- Cicho Horan, próbujemy coś wymyślić... - przerwał mu Zayn, na co Horan ponownie wywrócił oczami. - Może po prostu powinniśmy dać panu Owenowi czek do ręki i po sprawie…
- Twój pomysł ma tylko jedną wadę… - wtrącił Louis. - Znając pana Owena, nigdy się na to nie zgodzi.
- No to…
- Niall! - Zayn spiorunował go wzrokiem, na co ten jedynie fuknął pod nosem.
- A może poprośmy dziewczyny, żeby go przekonały. W końcu to ich wujek - do naszej rozmowy dołączył Harry.
- Nie ma szans… - przerwałem mu, kręcąc głową. - Znając je, będą tego samego zdania, co on… 
- W końcu to rodzina - prychnął Louis. - Wspólne geny robią swoje.
- Ja mam pomysł…
- A może... - Zayn ponownie przerwał wypowiedź Horana. - Chociaż nie, to tez bez sensu… - zrezygnowany przeczesał dłonią włosy.
- A może lokata! - wrzasnął Niall i wszystkie pary oczy momentalnie zwróciły się w jego kierunku. - Wpłacimy jakąś sumę na konto w banku - zaczął, szczerząc się jak nienormalny, gdy w końcu zauważył nasze zainteresowanie - …a ona będzie się powiększać z roku na rok.
- Geniusz! - Zayn poprawił się na fotelu, z uznaniem kręcąc głową. 
- To dostanę teraz tą zapalniczkę? - Horan wyciągnął rękę w kierunku Malika i szeroko się uśmiechnął, kiedy w końcu dostał to, czego tak bardzo się domagał „Jak dziecko…” - Dzięki. 
- Słuchajcie, to naprawdę ma sens… - odezwał się Louis. -  Założymy tą lokatę i poinformujemy dyrektora o fakcie dokonanym…
- A prezentów się nie oddaje - dodał Harry.
- Ty, Horan - Zayn podniósł się z miejsca, ruszając w jego kierunku. - Skąd ci się w ogóle pojawił taki pomysł w tym pustym łbie, co?
- Moja babcia założyła coś takiego mi i Gregowi - wzruszył ramionami.
- To ile kasy tam masz, gadaj - Styles dołączył do dwójki przyjaciół, szeroko się uśmiechając.
- Nigdy w życiu nie dorobisz się takiej kasy - Niall poruszył komicznie brwiami, po czym zaczął rozpalać grilla.
  - Całe szczęście, że macie ochroniarzy, bo już dawno by was okradli. Czy wy się kiedyś nauczycie zamykać drzwi - usłyszałem stukot obcasów o drewnianą podłogę i już po chwili w wejściu na taras pojawiła się najpiękniejsza kobieta na świecie. „I tylko moja…” Momentalnie podniosłem się z miejsca i znalazłem u jej boku, złączając nasze usta w delikatnym pocałunku. - Prowadzicie tu jakiś dom otwarty, czy co? - roześmiała się, opierając głowę na moim ramieniu.
  - Ciesz się, że otwarty, a nie publiczny - prychnął Louis, na co odruchowo wywróciłem oczami.
  - Dobrze, że już jesteś - uśmiechnąłem się do Danielle, całując ją w czoło.
  - Ja też się cieszę - wtrącił Harry, podchodząc do nas i szeroko się uśmiechając. - Potrzebna nam mała pomoc w kuchni, a kiedy poprosiliśmy o to Nialla, to z nieznanych przyczyn zniknęła połowa jedzenia… - roześmiał się i już po chwili dołączyli do niego wszyscy oprócz Horana, dla którego nagle grill stał się obiektem tak dużego zainteresowania, jakby widział go po raz pierwszy w życiu.

10 komentarzy:

  1. Najbardziej w tych twoich cudownych rozdziałach podoba mi się to ,że czytając je zaczynam się śmiać.
    Rozdział cudownyy nie moge doczekać się kolejnego...! < 3 8) apstrakcyjny.
    Dziewczyno pisz. Kocham kocham kocham ! <3 świetnyy , smerfastycznyy! :D <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nam najbardziej podoba się to, że wy się uśmiechacie ;)
      Cieszymy się, że rozdział ci się spodobał.
      Ściskamy Xx

      Usuń
  2. Rozdział zajebisty czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownyyy! <3 Następnyy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło nam, że rozdział ci się spodobał :)
      Ściskamy Xx

      Usuń
  4. Zapraszam do udziału w konkursie na najlepsze fanfiction :)
    http://call-me-clown.blogspot.com/2014/06/konkurs.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział. Z nie cierpliwością czekam na następny :) i przy okazji zapraszam na mojego bloga http://two-worlds-fanfiction-zayn-malik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za te miłe słowa ;)
      Z przyjemnością zajrzymy na twojego bloga ;)
      Buziaki Xx

      Usuń
  6. Genialny :) !!! Nie mogę doczekać się kolejnego
    Zapraszam do mnie
    http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń